Lot za 19 zł? Jak to się opłaca?

Ciekawostka 02.05.2017 19

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda tak samo: samolot, dwa skrzydła, uśmiechnięty personel pokładowy, bezpieczna podróż do celu. Dlaczego więc za bilet w tanich liniach lotniczych płacimy często kilkadziesiąt razy mniej niż u tradycyjnych przewoźników?

Lot za 19 zł? Jak to się opłaca?

Choć era biletów po 1 zł chyba odeszła bezpowrotnie, to ceny na poziomie 38 zł w dwie strony nadal zachęcają do zwiedzania Polski czy Europy. Jak to możliwe, że za kilkadziesiąt złotych możemy polecieć do Oslo, Brukseli, czy Paryża? Lista “detali” składających się na model biznesowy tanich linii lotniczych jest naprawdę długa, poniżej przedstawiamy te najważniejsze:

  • jeżeli udało Ci się kupić bilet za “grosze”, to nie znaczy że wszyscy znajdujący się na pokładzie lecą tak tanio. Duża część pasażerów prawdopodobnie zapłaciła kilkukrotnie więcej. Tanie linie tylko część puli biletów oferują w promocji, reszta kosztuje zdecydowanie więcej, nieraz cena jest porównywalna z tradycyjnymi liniami,
  • pasażer tanich linii musi się samodzielnie odprawić on-line. Jeżeli tego nie zrobi, na lotnisku będzie musiał za to zapłacić,
  • na pokład możemy zabrać tylko niewielką walizkę lub plecak, za bagaż rejestrowany trzeba dopłacić, bywa że więcej niż za bilet,
  • przy zakupie biletu on-line linia oferuje liczne usługi dodatkowe: priorytetowe wejście na pokład, możliwość wyboru miejsca, zakup ubezpieczenia, walizki, wynajem samochodu, czy rezerwacja hotelu. Część pasażerów zdecyduje się na dodatkowy zakup – choć wcale tego nie potrzebuje.
  • brak bezpośredniego wejścia na pokład z poziomu budynku lotniska, do samolotu najczęściej idzie się pieszo lub jedzie autobusem,
  • często starty i lądowania odbywają się z mniejszych lotnisk, oddalonych od miasta o kilkadziesiąt kilometrów. To duża niedogodność dla pasażerów, na którą traci się czas, a koszt dotarcia na lotnisko nieraz przewyższa cenę biletu,
  • samoloty tanich przewoźników są mocniej eksploatowane. Niczym nadzwyczajnym jest lądowanie i ponowny start po zaledwie 30 minutach. W tym czasie, jak w pitstopie F1, odbywa się szybki serwis: transfer pasażerów, rozładunek i załadunek bagażu, tankowanie. Krótszy czas postoju to też niższe opłaty lotniskowe,
  • brak posiłku wliczonego w cenę biletu. Na pokładzie co prawda jest katering, ale za wszystko trzeba płacić, nawet za wodę,
  • aktywna, a wręcz nad aktywna, sprzedaż pokładowa. Perfumy, zdrapki, kalendarze, zegarki, czego to oni nie mają. Chyba niedługo na pokładzie będzie można kupić mieszkanie i nowy telewizor,
  • tanie linie chcą zabrać na pokład jak najwięcej pasażerów, dlatego gęściej zapełniają samolot siedzeniami. Likwidując biznes klasę i zmniejszając odległość między siedzeniami zyskują ok. 15% więcej miejsc,
  • ujednolicona flota. Dzięki temu linia oszczędza na przeglądach i szkoleniach załogi na różne modele samolotów,
  • sprzedaż powierzchni reklamowej na samolocie,
  • niższe zarobki pilotów, personelu pokładowego, managmentu. Pensja personelu w niektórych liniach zależy też od wyrobionej sprzedaży pokładowej,
  • znacznie mniejsza liczba pracowników. Dla przykładu Ryanair zatrudnia 14 razy mniejszą załogę do obsługi tej samej liczby pasażerów niż Air France.
  • tanie linie mają wynegocjowane korzystne warunki obsługi lotniskowej.
  • tanie linie otrzymują wielomilionowe dopłaty od samorządów za to, że są obecne na mniejszych portach lotniczych. Często nawet uzależniają współpracę z tym, czy innym lotniskiem od wysokości wypłaconej kwoty.

 

Niedawno ekscentryczny właściciel linii Ryanair – Michael O’Leary stwierdził nawet, że za kilka lat to on będzie musiał dopłacać pasażerom do niektórych lotów, a bilety za Ocean będą kosztowały 10$. Trzymamy za słowo 🙂